Wywiad Radio 2014

Pan Mieczysław Jurecki.

  1. „Radio to cudowny wynalazek! Jeden ruch ręki – i nic nie słychać” – powiedział Julian Tuwim. A czym dla Pana jest radio?

Łatwiej jest odpowiedzieć na pytanie czym było kiedyś i czym nie jest już dzisiaj. Radio ukształtowało w dużym stopniu moją wrażliwość muzyczną i wyobraźnię. Prawdziwych redaktorów, którzy wybierali muzykę i potrafili o niej opowiadać, zastąpili dzisiaj goniący za nieuzasadnioną popularnością oszaleli i zakochani w sobie z wzajemnością wodzireje i konferansjerzy, wymieniający na antenie co kilka minut swoje nazwisko i emitujący muzykę z komputera, a nie mający wpływu na jej rodzaj i jakość. Dzisiaj wytrzymuję jedynie słuchanie radia regionalnego w aucie. Jedynie w radiach regionalnych i kilku publicznych pracuje jeszcze paru dobrych redaktorów. Radia komercyjne są nie do wytrzymania. Jeżeli coś mnie zaskakuje to najczęściej negatywnie. To niestety katastrofa kulturalna.

  1. Jakich audycji radiowych słuchał Pan zanim został zawodowym muzykiem, poczynając od Nurtu? Czy miał Pan swoich radiowych mentorów, ulubione audycje radiowe, a może radio nie oferowało Panu czegoś wyjątkowo stymulującego?

Kilkadziesiąt lat temu słuchałem zarówno „Trzech kwadransów jazzu” jak i list przebojów. Dzięki temu byłem zorientowany w polskiej i zagranicznej muzyce. Wymieniano tytuł utworu, nazwę lub nazwisko wykonawcy, nazwisko kompozytora i autora tekstu. Piotr Kaczkowski, Wojciech Mann, Jan Chojnacki czy Jan Ptaszyn Wróblewski wiedzieli o czym mówią, znali historię muzyki i jej wykonawców. Stwarzali magiczny i hipnotyczny nastrój. W zapowiedziach nie było sytuacji przewidywalnych. To było po prostu ciekawe.

  1. Czy dziś ludzie słuchają jeszcze radia z takim namaszczeniem i atencją (chciałoby się powiedzieć na kolanach), tak jak choćby w latach 80? Czy jednak nastąpiły przemiany w zwyczajach słuchania radia?

Dzisiejszym światem rządzą pieniądze, więc nadawana muzyka nie może przeszkadzać w emisji reklam, W związku z tym nie spodziewam się usłyszeć w radiu czegoś odkrywczego. To nie ludzie zmienili swoje zwyczaje, lecz jakość audycji zmieniła nastawienie ludzi do radia. W moim wypadku po prostu nie odpowiada mi to, że radiowy ćwierćinteligent traktuje mnie jak idiotę.

  1. Gdyby mógł Pan porównać, jaką rolę w promowaniu i popularyzowaniu Pana twórczości odegrało radio, zestawiając to medium obok prasy i telewizji? Jak w tym zestawieniu wypada radio?

Radio w dziedzinie polskiej muzyki było swego rodzaju przedłużeniem muzycznych programów telewizyjnych. Po festiwalu w Opolu czy Sopocie, gdzie można było co roku usłyszeć wartościowe piosenki wykonywane przez Czesława Niemena, Ewę Demarczyk, Marka Grechutę i innych wielkich wykonawców, następnego dnia można było te piosenki usłyszeć wielokrotnie w radiu. Miałem szczęście tworzyć w czasach, gdy o muzyce decydował muzyk a nie sztab facetów w garniturach robiących wszystko w celu osiągnięcia jak najwyższych zysków dla zagranicznych korporacji. Prasa miała mniejsze znaczenie w dziedzinie muzyki, ponieważ w gazecie nie słychać dźwięków. Można jedynie popatrzyć na czyjeś zdjęcie i przeczytać mniej lub bardziej sensowny artykuł. Radio na własne życzenie zaprzepaściło swoją pozycję goniąc za reklamodawcami i obniżając poziom intelektualny.

  1. Czy Pana zdaniem komercyjne stacje i radio publiczne w naszym kraju należycie promują polskich wykonawców rockowych?

Stacje komercyjne robią tzw. „badania piosenek”, chociaż pomysłodawcy tego procederu sami powinni udać się na psychiatryczne badania lekarskie. W jednej ze stacji do niedawna działała komórka do wycinania z utworów solówek instrumentalnych, ponieważ według pomysłodawców tych operacji, podczas trwania solówki maleje „hitowość” piosenki. Panuje powszechny wymóg polegający na tym, że piosenka nie może trwać dłużej niż trzy minuty, że pierwsza zwrotka musi się zacząć najpóźniej 8 sekund po wstępie itd. Takie reguły nie dotyczą oczywiście piosenek zagranicznych, więc w takich realiach emitowana jest jakaś polska bieda muzyczna albo 30 „sprawdzonych” kilkudziesięcioletnich przebojów w kółko. Nie ma sensu porównanie dzisiejszej sytuacji ze sposobem w jaki polską piosenkę traktowano jeszcze kilkadziesiąt lat temu.

  1. Jak postrzega Pan przyszłość radia? Co myśli Pan o radiach internetowych?

Przyszłość radia zależy od jego indywidualności. Dzisiaj nie wiem jakiej stacji słucham, ponieważ wszyscy nadają to samo, nie chcąc być gorszymi od konkurencji. Ludzie w moim wieku z przyzwyczajenia włączają jeszcze radio, szukają czegoś interesującego, po czym zostają przez chwile na kanale informacyjnym lub wyłączają radio i włączają płytę. Radio internetowe włączam niezmiernie rzadko. Być może kiedyś będzie bardziej popularne. Wszystko zależy od pomysłu i konsekwencji. Zakładam, że jeszcze nie wszystko stracone i są ludzie których interesuje indywidualne podejście do muzyki.

  1. Idealne radio wg. Mieczysława Jureckiego to… A może już takowe istnieje?

Może istnieje, ale dawno nie miałem szczęścia usłyszeć takiego radia w Polsce. Chciałbym włączyć takie radio np. na godzinę i dowiedzieć się kto z polskich artystów nagrał płytę, po czym usłyszeć jeden premierowy utwór i sensowny komentarz, następnie chciałbym dowiedzieć się kto z polskich artystów i gdzie gra dzisiaj koncert, potem chciałbym usłyszeć 10 utworów debiutujących polskich niezależnych wykonawców, następnie skonfrontować to z listą przebojów polskich profesjonalistów, następnie parominutowy wywiad z polskim kompozytorem itd. Nie chcę słuchać wypocin trzecio i czwartoligowych zagranicznych debiutantów, których jedyną zaletą są obco brzmiące nazwy i nazwiska, które powodują ujawnianie się zaściankowych kompleksów i czołobitności tzw. prezenterów radiowych. To przecież nie są wygórowane oczekiwania.

Dziękuję za rozmowę.